17.11.2017

[ROCKUJĄCA RECENZJA] Skarlett Riot - "Regenerate" (2017)

Skarlett Riot to brytyjski zespół hardrockowo-metalowy, a nawet metalcore'owy. Swoją działalność rozpoczęli latem 2010 roku w swoim rodzinnym Scunthorpe, w North Lincolnshire. W ostatnim czasie (2017 roku) zostali związani ze szwedzką wytwórnią Despotz Records. Jako swoje inspiracje muzyczne zespół wymienia takich wykonawców, jak Guns N' Roses, AC/DC, Halestorm, Bless the Fall, Shinedown, Bullet for my Valentine, Courtney Love, Joan Jett czy Alter Bridge.

Jak dotąd zespół wydał całkiem sporo jak na swoją niedługą karierę. Skarlett Riot EP, Villain EP, Tear me Down LP, We are the Brave EP i Sentience EP - to ich wydawnictwa jak do tej pory. Tak więc zespół nagrał drugi solowy album w swojej karierze - Regenerate LP został wydany 27 października 2017 i wtedy pojawił się na Spotify, skąd trafił na moją playlistę.


Płytę otwiera szybki, melodyjny Break. W piosence mamy motyw uwięzenia przez złą osobę i chęć uwolnienia się z opresji. Do utworu powstał teledysk.


Drugi kawałek, Closer, równie skoczny i melodyjny, opisuje motyw niemożliwości ucieczki z pewnego miejsca. Soczyste riffy i przejścia muzyczne to znak firmowy tej piosenki, a także bardzo chwytliwy refren.

Stand Alone otwiera szybka sekwencja gitary, która utrzymuje się przez cały utwór. Bohaterka tekstu chce "stać samotnie", z daleka i z dystansu od osoby, której nie darzy sympatią. I hope you choke, I hope you scream (...) You better keep your distance, Stay away from me - wyśpiewuje wokalistka w refrenie.

What Lies Beneath mówi o tym, co nieodkryte. Piosenka zawiera motyw marzeń i śnienia. You better believe me - śpiewa wokalistka, Skarlett. I dare you, Get closer, Try to drag me down. Znakiem rozpoznawczym utworu jest ciekawe przejście od refrenu do reszty piosenki.

Calling rozpoczyna się gitarą zmieszaną z pianinem - nowość na płycie. Jak sam tytuł podpowiada, piosenka jest wołaniem do kogoś, przypuszczalnie do byłego mężczyzny. Mamy w piosence motyw rozstania i życzenia dobrze mimo wszystko.

Affliction jest w swojej formie dość agresywne, przeplatane jednakże balladowym wokalem i sekwencjami pianina. Znowu mamy zwrot do kogoś z przeszłości i niemożliwość wymazania wspomnień.

Outcast - czyli wyrzutek - to utwór o byciu outsiderem i czuciu się z tym dobrze. Utwór nieco zlewa się z poprzednimi, nie wyróżnia go nic szczególnego. Tak samo dzieje się z resztą płyty - piosenki są do siebie podobne. Niestety w Internecie nie ma jak do tej pory słów piosenek z tego najnowszego albumu, więc trudno jest mi je interpretować - mogę odnieść się tylko do warstwy muzycznej.

Paralyzed, The Storm i Warrior (singiel) praktycznie zlewają się w całość, nie ma w nich nic szczególnego. Znowu mam do czynienia z płytą, która jest tylko połowicznie dobra, niestety. Tak było w przypadku The Ritual LP In This Moment, tak jest w przypadku Skarlett Riot. Przynajmniej do tej ostatniej piosenki, powstał teledysk - do obejrzenia poniżej. W sumie to godne zakończenie płyty. Możemy zobaczyć zespół w całej krasie.


Reasumując, płyta Skarlett Riot to połowicznie interesujące wydawnictwo. Ciekawe jest to, że to brytyjski zespół - w zalewie amerykańskiej muzyki jest to swojego rodzaju świeży oddech od naszych sąsiadów zza morza. Niemniej jednak nie jest to płyta dla wszystkich, szczególnie gdy słowa piosenek nie są jeszcze znajdywalne w Sieci. Zespół aktualnie koncertuje po Anglii i ma swoją bazę oddanych fanów - takich, którzy rozumieją, o czym śpiewa wokalistka. To niezmiernie ważne - rozumieć i odbierać słowa. Ja niestety nie władam językiem angielskim w wystarczającym stopniu, by docenić potencjał tego zespołu, niemniej jednak recenzję napisałam - w kształcie takim, a nie innym, ale zawsze.

09.11.2017

[ROCKUJĄCA RECENZJA] Stitched Up Heart - "Never Alone" (2016)



Grupa Stitched Up Heart powstała w 2010 roku dzięki wokalistce Alecii "Mixi" Demner i gitarzyście Mikey'owi Alfero. Później dołączył basista Randy Mathias i perkusista James Decker. Zespół wydał dwie EPki, Stitched Up Heart EP w 2012 roku oraz Skeleton Key EP w 2014. Debiutancki album - Never Alone - został wydany w czerwcu 2016 przez wytwórnię Another Century Records i zadebiutował w TOP10 zestawieniach Billboardu, Heatseeker i Hard Rock.

Utwór otwierający, Finally Free, eksploruje wątek wolności, tak popularny w rocku. Do kawałka powstał teledysk. Jest to również singiel zespołu, promujący debiutancki longplay.


Drugi utwór, Monster, również jest singlem i także powstał do niego teledysk.


Tak samo trzeci utwór, to również singiel i także posiada teledysk. Niech muzyka przemówi sama za siebie.


Event Horizon opowiada o przekraczaniu barier. To mocno hardrockowy utwór z ciekawym tekstem: Now I'm not afraid of the unknown / Cause I can't believe / This is happening to me / Another chance for me to see infinity / The past is gone, I can feel it moving on / Another chance for me to start again / Moving through the event horizon / Moving through the e-, moving through the event horizon. Kolejny utwór It's So Easy rozpoczyna się mocną sekwencją gitar, by później się nieco wyciszyć, i znowu nabrać tempa. Opowiada o rozstaniu - o tym, jak odchodzi kobieta.  Tytułowy Never Alone zaprasza tekstem, w którym autorka wyśpiewuje, że słuchacz nie będzie nigdy sam.

Now That You're Gone opowiada o rzeczywistości po rozstaniu - jak widać, rozstanie to częsty motyw w twórczości Stitched Up Heart. Ciężkie gitary i mocny tekst to znak rozpoznawczy tej piosenki. Ósmy z jedenastu kawałków, Turn You On, to przewrotny utwór o tym, jak autorka chce kogoś zniszczyć, zlikwidować, zwrócić uwagę: 
I can't wait to watch your ego bleed / Your pain will set me free. Dziewiąty Bleeding Out to zwrot do kogoś, kto wykrwawia się na śmierć. Autorka mówi do niego, ale on już nie słyszy. Utwór jest bardziej powolny od pozostałych, przypomina balladę: No matter what I say / My words are empty / If you can't hear me / Bleeding out.

Dwie ostatnie piosenki, City of Angels i I Can't Breathe stanowią interesujące outro z płyty. Pierwszy kawałek dotyczy Los Angeles - Miasta Aniołów - i zawiera takie wersy, jak:
 We belong to a city of angels / Trapped beneath our feet / Whoa, whoa / Sit back and watch it burn. Mamy więc motyw miasta w płomieniach. I Can't Breathe to monolog osoby będącej zakopaną "sześć stóp pod ziemią". Jednak w ostatnich wersach postać wyswobadza się z okowów, by stwierdzić: Oh I can see it now / I was lost but now I'm found / Finally breathing. Ostatnie utwory, nie da się ukryć, nieco zlewają się ze sobą, chociaż I Can't Breathe to kolejna rockowa ballada i pod tym względem jest to wyróżnik.


Płyta Never Alone to raczej tylko gratka dla fanów zespołu. Przez mój odtwarzacz przeszła raczej bez echa i prawdopodobnie nie będę do niej wracać. Warto jednakże poznać kolejny female-fronted zespół rockowy, jako że rockowe wokalistki to moje idolki i moja pasja. Mam nadzieję, że w końcu trafię na coś, co dorówna choć trochę zespołowi DOROTHY - jednej z moich ulubionych grup. Czekam z niecierpliwością na naprawdę dobry rockowy album!

08.11.2017

[ROCKUJĄCA RECENZJA] In This Moment - "Ritual" (2017)

In This Moment to alternatywno-metalowy zespół z Los Angeles. Posiada dwóch trwałych członków - wokalistkę Marię Brink i gitarzystę Chrisa Howortha. Basiści i perkusiści zmieniali się na przestrzeni lat. Ostatni album - Ritual - został nagrany w składzie Maria, Chris, Travis Johnson i Kent Diimmel. To szósty album w dorobku zespołu. Ujrzał światło dzienne w lipcu 2017.



Płytę rozpoczyna intro Salvation z czterema wersami słów: It took laying with the devil / And looking him straight in the eyes / For me to seek and truly know the grace of God / And all of Her glory. Zaczyna się religijnie i to właśnie Bóg jest motywem przewodnim tego albumu.

Potwierdza to następny kawałek, błagalny Oh Lord, będący również singlem, na razie jedynym, z płyty Ritual. Został wydany wraz z teledyskiem w maju 2017.




Black Wedding rozpoczyna się ciekawą sekwencją pianina i znowu zawiera motywy religijne. Kolejny utwór to cover Phila Collinsa, In the Air Tonight. W wersji rockowo-gotyckiej wypada całkiem interesująco.




Następna piosenka poświęcona jest Joannie d'Arc i nazywa się po prostu Joan of Arc. Autorka tekstu wczuwa się tutaj w męczennicę i wyśpiewuje w refrenie: You can crucify / You can nail me to your cross / You can find me guilty for everything you've lost / Go ahead, blame me for your sins / Go ahead and sacrifice me / Make me your martyr / I'll be your Joan of / I'll be your Joan of Arc. Kolejny utwór to River of Fire - z ciekawą elektroniką w tle, opowiada o chrzeście w rzece ognia - ponownie religijny wątek. Witching Hour odnosi się znowu do historii religii i magii. To interesująca nuta o tradycji czarownictwa. I tutaj moim zdaniem kończą się rewelacje In This Moment, ponieważ reszta płyty - ostatnie pięć piosenek - zlewa się nieco w całość.


Mamy melancholijne Twin Flames o minionej miłości (We were on fire / A frequency of me and you / We were on fire / One flame bursting into two). Jest znowu przesiąknięte religią Half God Half Devil, No Me Importa z pianinem w tle o tym, że autorka tekstu jest chora, a ktoś próbuje ją uleczyć, jednakże ona wyczuwa plagę w tej osobie i nazywa go szczurem w klatce. Jest Roots, który w mrocznej atmosferze mówi o tym, że autorka uleczyła się dzięki pewnej osobie i czuje się silna jak nigdy. Ostatni kawałek, Lay Your Gun Down, nie zapada w pamięć i jest w mojej opinii słabym zakończeniem płyty. Jest to powolny utwór, rozwijający się powoli i kończący również wyciszeniem. Opowiada o samobójstwie.


Podsumowanie tej płyty to chyba takie pięć w skali do dziesięciu. Połowa płyty jest bardzo zajmująca, interesująca, eksploruje wątki religijne i historyczne, wszystkie utwory mają swój klimat i są oryginalne. Reszta natomiast jest nieco naciągana. In This Moment postarało się, ale tylko połowicznie. Warto zauważyć jeszcze, że wokalistka przeżywa swojego rodzaju przebudzenie religijne, tak też pozuje na zdjęciach (jak wyżej) jako prawie że Matka Boska. Taką tendencję - do powracania do Boga - można zauważyć w wielu rockowych zespołach. Motyw Boga i diabła jest na przykład u Black Sabbath czy z młodszych zespołów - u The Pretty Reckless. Można więc powiedzieć, że to dość popularnie eksplorowany wątek. Komu może przypaść do gustu? Chyba każdemu, kto jest zainteresowany religią albo wierzący. I tę płytę polecam właśnie religijnym ludziom, otwartym na nowe horyzonty muzyczne, z otwartymi głowami i chętnym poznać coś nowego w kwestii alternatywnego metalu.